poniedziałek, 25 marca 2013
POLOWANIE
Jak obiecałam
POLOWANIE
Śmierciołuski Moody dwa dni przed całą ceremonią zarządził polowanie na białego jelenia. Zwierzę to pojawiało się dwa razy do roku w noc świętojańską i podczas zaćmienia słońca. Nikt nigdy nie zdołał go schwytać podczas panowania mojego rodu ale chodziły pogłoski iż ród z którego pochodziła moja matka w równonoc schwytali zwierzę. A było ono o pięknej gładkiej sierści, srebrzącej się w świetle księżyca. Podobno każdy kto choć raz dotkną lub choćby spotkał na swej drodze to zwierze na zawsze zostawał odmieniony. Jelenia widziały osoby tylko o dobrym i czystym sercu. Tak jak nadworny bard Hirluin. Krążyła plotka od wielu lat ,iż młody wtedy jeszcze bo zaledwie szesnastoletni Hirluin syn młynarza zza morza przybył do naszego królestwa i szukał pracy. A dzięki fachowi jego ojca znalazł ją szybko u nadwornego młynarza. Pracował tam wiele lat i któregoś wieczoru a dokładnie właśnie w noc świętojańską wyszedł do lasu. Wrócił bardzo późno i jak się okazało wrócił odmieniony. Zaczął pisać piękne wiersze i pieśni. Porzucił pracę w młynie i udał się na dwór mego ojca który właśnie rozpoczął swoje panowanie. Król i jego młody następca przyjęli go z otwartymi ramionami. Nikt nie spodziewał się iż ów czterdziestoletni mężczyzna ma taki talent. Niestety to on przepowiedział przykre losy ojca. Nikt nie znał prawdziwej formuły przepowiedni. Od tamtej pory gdy Hirluin wypowiedział słowa przestał się odzywać, niektórzy uważali iż opętała go ciemność i stracił głos na wskutek klątwy. Ale prawdy nikt nie poznał aż do tej pory. I chodź bard jest już stary a liczy sobie 69 lat aż do tej pory się do nikogo nie odzywa. Wciąż pisze piękne pieśni i wiersze to jego stan jest niezmieniony. Gdy rozpoczęły się przygotowania do polowania spotkałem dwa razy barda ,który uśmiechał się do mnie w tajemniczy sposób. Moje myśli jednak zajęły inne sprawy. Pobiegłem do stajni by przygotować swojego konia do podróży. Wyszorowałem siodło, uzdy i inne potrzebne przybory do jazdy. Poprosiłem także służących o przyniesienie łuku i strzał jak najlepszych w królestwie. Ku memu zdziwieniu podczas oczekiwać na sługi, poszedł do mnie ów stary bard a w rękach trzymał łuk i srebrno-zielone strzały w złotym kołczanie. Popatrzyłem się na niego bardzo zdziwiony. Lecz on tylko pokazał mi bym był cicho i się odezwał co wprawiło mnie w jeszcze większe osłupienie.
- Murtaghu na pewno wiesz kim jestem. Przynoszę Ci ten łuk i strzały by Ci pomóc. Dzięki tym strzałom schwytasz białego jelenia. Ten łuk nigdy cię nie zawiedzie i na pewno trafisz do celu który chcesz upolować.
-Dziękuję. Ale skąd go masz? Dlaczego mi pomagasz?
Starzec zamiast mi odpowiedzieć na pytanie ,rzekł tylko:
-Pracuj cicho i w skupieniu.- Po tych słowach odszedł powoli. Jego zielona szata była widoczna jeszcze z daleka. Chwilę później przybiegła służba z łukami i strzałami. Musiałem ich odprawić. Przyjrzałem się łukowi. Był pięknie zdobiony pięknymi zielonymi listkami i wyrzeźbionymi postaciami. Czarny koń oparł łeb na moim ramieniu. Pogłaskałem go po grzywie. Do stajni szybko wbiegł jakiś sługa.
-Panie ,Śmierciołuski nakazuje pośpiech bo za chwilę wyjeżdżacie.
-Dziękuję, ale czy mógłbyś mi pomóc osiodłać konia?
Służący ukłonił się i zaczął mi pomagać. Szybko się z tym uporaliśmy. Wskoczyłem na konia i wyjechałem ze stajni a w tym samym momencie podjechali do mnie Moody i jego kompania.
-No Murtaghu gotowy do nocnej przygody i polowania?
-Tak mistrzu, sądzę że chyba dam radę.
-Mam nadzieję.
Pojechaliśmy szybko w stronę lasu, był zwany także jako Puszcza Zła. Gdy tam wjechaliśmy poczułem dziwny ból i zmęczenie. Głowa opadła mi na pierś i zasnąłem. Nic nie słyszałem ,nic nie widziałem. Nie wiem ile czasu spałem, nie wiem jak długo byłem poza czasem zwykłego świata. Obudził i przywrócił mnie do stanu normalnego funkcjonowania jakiś miękki i ciepły dotyk. Otworzyłem oczy, nade mną było ciemne niebo usypane gwiazdami. Obok mnie coś się błyszczało ale widziałem tylko poświatę. Usiadłem powoli. Przede mną stał biały jeleń, przetarłem oczy bo nie mogłem uwierzyć ,że to się naprawdę się dzieje. Ale jeleń stał dalej przede mną. Wstałem gwałtownie bardzo zdumiony i przestraszony. Odsunąłem się kilka kroków do tyłu. Nagle biały jeleń zaczął się przemieniać. Stanął na tylnie kopyta, wokół niego utworzyła się srebrna mgła. Zamknąłem oczy bo światło bardzo mnie raziło.
-Nie bój się- usłyszałem piękny głos ,który brzmiał mi w głowie jak najpiękniejszy dźwięk, jak dzwonki jak deszcz. Nie mogłem znaleźć określenia do tak pięknego głosu ale jeszcze piękniejsza była kobieta ,która stała przede mną. Przyjrzałem się jej dokładnie i pewien szczegół nie uległ mojej nieuwadze. Ta kobieta miała taki sam pierścień na palcu jak ja i mój ojciec. Spojrzałem na nią w sercu rosło mi coraz bardziej uczucie szczęścia. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć.
-Tak synu.
-Ale Ty nie żyjesz. Matko?
-Nie żyję to prawda ale dzięki memu dziedzictwu mogę wciąż żyć w tej właśnie postaci.
-Czyli, że jednak żyjesz???
-Tak i nie
Jej postać zaczęła się rozpływać znów zaczęła się przemieniać w jelenia o pięknej barwie.
Do zobaczenia Mój Synu.
Usłyszałem jeszcze te słowa na koniec. Biały jeleń skoczył żwawo w las a ja usłyszałem głos rogu. A na polankę wjechał Śmierciołuski Moody.
-Murtaghu szukamy Cię od kilku godzin, co się stało?
Lecz ja nic mu nie odpowiedziałem tylko wciąż wpatrywałem się miejsce w ,którym zniknął jeleń.
-Widziałeś? Prawda?- Spytał Moody. Skinąłem tylko lekko głową i nic już więcej nie powiedziałem. A w mojej głowie wciąż brzmiały mi słowa ‘’Mój Synu’’.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz