NOWA
OSOBOWOŚĆ
Obudziłem się czując lekki ból
w klatce piersiowej. Oczy miałem jeszcze zamknięte ale wiedziałem
,że w mojej komnacie jest ciepło a słońce pada z południowego
okna. W powietrzu czułem aromat szałwi i mięty. Drzwi uchyliły
się. Otworzyłem oczy i siadłem na łóżku lekki ból w klatce
piersiowej przerodził się w ostre pieczenie całego tułowia.
-Panie dobrze się czujesz?- Spytała
służąca. W rękach trzymała ręczniki i czyste ubrania.
-Nie nic się nie stało.- Odrzekłem.
Położyła ubrania na poręczy mojego łoża. Wstałem powoli i
prawie się wywróciłem. Ból był niemiłosierny. Służka pomogła
mi dojść do łazienki. Umyłem się ponownie. Kobieta natarła mi
plecy jakimś dziwnym mazidłem i obandażowała cała klatkę
piersiową.
Wyszedłem na dwór. Byłem
niespokojny a to z powodu mojego małego smoka. Cornoctisa nie
widziałem cały dzień i bałem się czy nic mu się nie stało.
Szedłem powoli bo ból utrudniał mi poruszanie. Siadłem na ławce.
Piękno ogrodu mnie bardzo zdziwiło. Gdy byłem tu ostatni raz
miałem bardzo niemiłe wspomnienia zamek nie był wcale taki miły
jak mi się teraz prezentuje. Zielone bukszpany stanowiły ogrodzenie
ogrodu a był w kształcie koła. Na środku stała fontanna jako
wyrzeźbione w skale drzewo. Z gałęzi wypływała woda. Wkoło
rosło dużo kwiatów i innych roślin których jeszcze nigdy w życiu
nie widziałem. Zapatrzony w piękny krajobraz nie zauważyłem
przybycia mojego ojca. Siadł obok mnie na ławce. Ubrany był
inaczej niż widziałem go wcześniej. Nie jak król. Jego Czarne
włosy odbijały słońce nadając mu dawnego młodzieńczego uroku.
Miał na sobie ciemno-zielone spodnie, u boku miecz i białą koszulę
z krótkim rękawem. Na głowie koronę ale mniejszą niż tę co
nosił zwykle.
-Murtaghu dziś chcę Ci oddać to co
należy do Ciebie co było od twoich narodzin dane Tobie byś
wiedział jak wielkie wspomnienia i czyny dziedziczysz ze swego rodu.
-Cóż to takiego mój ojcze?
Odpiął klamrę od pasa z mieczem.
Klękną na jedno kolano i wyciągną miecz z pochwy. Srebrny blask
zalśnił w świetle słońca. Czerwono-zielona rękojeść mieniła
się i błyszczała swym żywym płomiennym odbiciem.
-Od 17 lat czyli od momentu twych
narodzin ten miecz był cały czas przymnie mając nadzieje że trafi
w końcu do swego prawowitego właściciela czyli do Ciebie. Nigdy
nie był użyty. Nie ma imienia ani historii. Prócz jednego małego
szczegółu. Został wykonany przez twego dziada Methaiasa I. Dziś
nadszedł dzień kiedy możesz mieć swój własny miecz.
Wziąłem miecz w rękę. Zdawał się
być lekki jak piórko, nadzwyczaj dopasowany do mnie. Uniosłem go
oburącz w górę. Zastanawiałem się jak go nazwać. Nigdy nie
został użyty i nigdy nie zabił nikogo. Jego ostrze lśniło się w
słońcu. Rękojeść jak zdradziecki wąż. Wzdłuż klingi biegły
napisy. Pokazałem ojcu.
-To synu dłuższa nauka byś poznał
co oznaczają te słowa. Jutro czeka Cię nauka walki. Naszej sztuki
walki. Od tej pory stajesz się prawowitym następcą tronu i całego
królestwa wraz z jego poddanymi.
Byłem niespokojny o mojego smoka. Więc
przemówiłem w bardzo niespokojny i nerwowy sposób choć wcale tego
nie zamierzałem.
-Ojcze?! Gdzie jest mój smok?
Nie zdążył odpowiedzieć gdy do
ogrodu wbiegł mój mały towarzysz a za nim z pięcioro sług
zdyszanych i spoconych.
-Wybacz panie, smok był tak
niespokojny ,że nie dał się nawet nakarmić tylko pędem pobiegł
to księcia. Wybacz mi łaskawy panie.- Ukłonił się przed mym
ojcem i przede mną.
-Nic się nie stało Berniku. Wszak
jasne jest ,że każdy tęskni za swoim prawdziwym panem.
I spojrzał na mnie. Jego oczy mówiły
więcej niż jakiekolwiek słowa wypowiedziane od czasu gdy
dowiedziałem się prawdziwości mego pochodzenia. Kucnąłem na
ziemi. Mały smok z biegu wskoczył w moje ramiona był troszkę
cięższy. Ból w klatce piersiowej stał się niemiłosierny. Ale
nie krzyknąłem ani nie zrzuciłem mojego smoka. Jego zielone łuski
lśniły. Mieniły się każdym odcieniem zieleni jaki istniał na
świecie. Dotknąłem lekko jego pyszczka. Tęskniłem. Czułem
lekkie przyjemne mrowienie na skórze. Ja także. Rzekł
Cornoctis w mym umyśle. Tęskniłem na prawdę. Czas nieubłaganym i
najgroźniejszym wrogiem. Wstałem powoli , postawiłem na trawę
mojego smoka. Szybszym krokiem podążałem do zamku.
Dzień minął bardzo szybko a ja
dochodziłem do zdrowia. Rana na barku zagoiła się a ból ustąpił.
Lecz w mojej głowie toczyła się walka wspomnień i uczuć.
Cornoctis jak nigdy a w końcu miał dopiero 2 dni był szczęśliwy.
Dobrze nakarmiony, wymyty i wysuszony usnął. Następnego dnia jak
zapowiedział mi służący mam mieć pierwsze zajęcia wraz z
najlepszymi rycerzami z Szarych Cieni ćwiczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz